Moja przygoda z matami do ćwiczeń zaczęła się klasyczne – od zwykłej maty z PCV. Nie wiedziałam do końca czy spodoba mi się fitness, czy joga, więc wybrałam produkt tani i w miarę uniwersalny. Dziś wiem, że przez nieodpowiednio dobraną matę można znienawidzić praktykę jogi, a ta właściwa potrafi zmotywować do ćwiczeń.

Samurai Ultra PRO marki Bodhi Yoga

Zacznijmy od początku, czyli mojej pierwszej profesjonalnej maty do jogi. Poznałam ją przypadkiem, na zajęciach stretchingu z wykorzystaniem asan (pozycji jogi) i bardzo mi się wtedy spodobała. W związku z faktem, że dopiero zaczynałam ćwiczyć miałam problem ze ślizganiem się na matach PCV, częściowo ze względu na rodzaj tworzywa, częściowo nieodpowiedniej techniki pracy z ciałem i niewielkiej sile mięśniowej. Instruktor polecił mi matę, na której sam ćwiczył, czyli Samurai Ultra PRO marki Bodhi Yoga. Trudno dziś znaleźć dokładnie ten sam model, ponieważ produkt został nieco zmieniony przez firmę. Podejrzewam, że jest równie dobry, o ile nie lepszy – znajdziecie go tutaj. Jest to średniej grubości mata (4mm) z naturalnego kauczuku o doskonałej przyczepności. Nie da się również ukryć, że charakteryzuje się świetną trwałością – moja ma ok. 5 lat i jedynie delikatne wytarcie w środkowej części. Jak na codzienną eksploatacje to naprawdę dobry wynik. Jej dużym minusem jest ciężar (ok. 3 kg) i charakterystyczny zapach, który w teorii miał zniknąć po wietrzeniu, a w praktyce z mniejszą intensywnością odczuwam go do dziś. Od początku uważałam, że był to bardzo dobry wybór – szczególnie, że moim głównym nurtem praktyki jest hatha yoga, w tym joga wg Iyengara. Mata pozwoliła mi nauczyć się prawidłowo wchodzić w pozycje przy dobrej stabilizacji stóp i dłoni. Jednak zupełnie nie sprawdza się jako towarzysz studenta, ponieważ trudno ją przenosić ze względu na ciężar i odkształcanie się materiału zwiniętego w rulon. Może również wydawać się szorstka w dotyku, a zapach kauczuku bywa dla niektórych osób nieprzyjemny. Mimo minusów uważam, że to jeden z lepszych wyborów na początek.

Ocean Love marki Joy in me

Kolejną matą, którą kupiłam była Ocean Love marki Joy in me.  Chciałam wreszcie spróbować produktów z wykorzystaniem mikrofibry, a dodatkowo nacieszyć oko pięknym dizajnem. Zastanawiałam się również nad cudowną Amelią marki Miamiko , ponieważ nie widzę różnicy pomiędzy jakością produktów tych polskich marek. Wybrałam model morski, bo najbardziej odpowiadał mi wizualnie, a Amelia w wersji podróżnej nie była w tym czasie dostępna. Ponieważ miałam już “domową” matę szukałam czegoś, co mogę zabrać ze sobą na miasto, do parku czy w walizkę. Mata jest ultracienka (1,5mm) i waży mniej niż 2 kg, dlatego doskonale sprawdza się dla osób często podróżujących, z powodzeniem można ją złożyć w kostkę i wrzucić do walizki bez obawy o załamania czy zniszczenie. Mikrofibra jest przyjemna w dotyku i nadaje się do nadrukowania każdego wzóru, nawet najbardziej realistycznego – dlatego moja praktyka na tej macie, jest jak ćwiczenia nad morzem. Nie da się ukryć, że tak piękny przedmiot sprawia, że częściej z niego korzystamy. Problemem staje się jednak przyczepność – sucha mata nie ma jej praktycznie wcale, co jest plusem i minusem jednocześnie. Możemy praktykować na niej wszystkie dynamiczne rodzaje jogi, flow, vinyasę, hot yogę czy inne, a w trakcie pojawiania się potu będzie on wchłaniany przez materiał. Poślizg ułatwia szybkie zmiany pozycji bez dyskomfortu. Jeżeli zaczynamy praktykę można zwilżyć matę atomizerem z wodą, kiedyś próbowałam mieszać ją z olejkami eterycznymi jednak na macie powstały przebarwienia, więc nie stosuje już takich rozwiązań. Maty podróżne są naprawdę cienkie – jeżeli odczuwacie dyskomfort siedząc na podłodze, ćwiczenia mogą okazać się nieprzyjemne, ponieważ pod tą matą naprawdę czuć podłoże. Mój egzemplarz mam od ok. 2 lat i niestety mikrofibra nie wygląda już najlepiej, chociaż nadal jest przyjemna w dotyku. Należy również pamiętać, że to włókno sztuczne, mieszanka poliestru i polamidu – najdotkliwiej odczułam to ćwicząc na tej macie w pełnym słońcu podczas obchodów Międzynarodowego Dnia Jogi w Warszawie. Mata nagrzała się potwornie już po kilku minutach. Są to niezaprzeczalnie jedne z najpiękniejszych mat, jednak trzeba się zastanowić czy będą dla nas najbardziej funkcjonalne.

Mata z korka marki Corkamor

Ostatnią w mojej kolekcji matę polskiej marki Corkamor testuję od 3 miesiecy. Spędziłam na niej całe wakacje i szczerze mówiąc jestem zauroczona. Markę poznałam na wcześniej wspomnianych obchodach jogi, gdzie zachwycając się hamakami do ćwiczeń aerial dostrzegłam naturalne produkty jakby z drewna. Początkowo nie byłam przekonana, materiał przypominał wyglądem tablice korkową, która kojarzyła się z nieprzyjemnym doznaniem. Okazało się jednak, że mata jest wyjątkowo przyjemna w dotyku, chociaż trudno ją porównać do kauczuku czy mikrofibry. To zupełnie co innego – korek jest gładki i zbity, jednocześnie daje dość dobrą przyczepność. Możemy z powodzeniem ćwiczyć jogę dynamiczną, ale utrzymanie statycznych pozycji również nie będzie problemem. Co ciekawe mimo że mata jest grubsza, ciężarem przypomina wersję travel. Traktuję ją poniekąd jako hybrydę dwóch wcześniejszych – mogę ją zabrać ze sobą zawsze, a chociaż nie złoży się w kostkę, to nie obawiam się poślizgnięcia trudniejszych pozycjach. Unikatową cechą jest fakt, że praktykując mam wrażenie jakbym była bezpośrednio na ziemi, w kontakcie z naturą – nigdy wcześniej nie doświadczyłam czegoś tak wyjątkowego. Korek ze względu na swoje antybakteryjne właściwości zapewnia bezpieczeństwo, nie wchłania zapachów, ani nie pozwala mnożyć się zarazkom.  Nie nagrzewa się od słońca nadmiernie, utrzymuje stałą temperaturę i podejrzewam, że ze względu na właściwości termoizolacyjne będzie świetnie grzała zimą. Jedyną wadą, którą dostrzegłam są drobne ubytki korka, widoczne tylko z bliska – zastanawiam się jak będzie z trwałością materiału. Szczerze mówiąc, rzadko sięgam teraz po pozostałe maty – po prostu ta najlepiej spełnia moje wymagania. Do tego bardzo odpowiada mi wizja dbania o naturę przez wykorzystanie naturalnych produktów użytecznych dla człowieka.

Każdy z nas ma inne upodobania i potrzeby, dlatego przed zakupem warto zastanowić się jakie kryteria powinna spełniać nasza mata do jogi. Czy będzie to narzędzie na początek? Czy chcemy z nią podróżować? Czy będziemy mogli bezpiecznie czuć się na niej w trudniejszych pozycjach? Bardzo dobrze jest przetestować różne maty zanim zdecydujemy się na zakup – można podpytać znajomych, zapytać sąsiada na zajęciach w szkole lub dowiedzieć się u producenta, gdzie znajdziemy sklep stacjonarny. Mam nadzieje, że moje doświadczenia ułatwią Wam decyzję i oczywiście – udanej praktyki!


mgr Dorota Archicińska – neurologopeda, logopeda ogólny i kliniczny, filolog, terapeuta ruchem. W swojej pracy wykorzystuje holistyczne podejście do rozwoju mowy i języka, oparte na kształtowaniu prawidłowych wzorców oraz naukę w środowisku najbardziej zbliżonym do naturalnego.


Prawa autorskie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *